You are currently viewing Słowa mają  moc!

Słowa mają moc!

  • Post author:
Udostępnij:

Jak mówić jasno i zrozumiale? Czy słowo może zabić? Jak rozpoznać kłamstwo lub fejk? Czy język jest również wykorzystywany w czasie wojny? Na te i inne pytania odpowiada profesor Jerzy Bralczyk, który podczas pobytu w Londynie był gościem Sami Swoi Radio.

Reklama
  • Jak mówić, żeby było jasno, zrozumiale i z sensem?

Myśleć o tym, o czym się mówi, i do kogo się mówi albo komu się to mówi. Jasność mówienia jest pochodną jasności myśli – jeśli będziemy jasno myśleć, będziemy też tak samo mówić. Zresztą – czy jasność jest wartością absolutną? Niektórzy czerpią satysfakcję z meandrów myślowych i cenią sobie zdania wielokrotnie złożone, bo ich zdaniem pokazuje to, że słuchacza szanują, że rozmówcę darzą atencją. W tym dawnym tego słowa znaczeniu, oznaczającym szacunek – bo dziś jest to uwaga, a atencjusz to człowiek, który zwraca na siebie uwagę. Nie bardzo mi się to podoba, wolałbym w tym znaczeniu widzieć kogoś, kogo darzy się szacunkiem. Jeśli darzymy rozmówcę szacunkiem, będziemy tak formułować wypowiedzi, by było jak najlepiej się nam komunikować.

  • Czy słowo może zabić?

To jest może przesada, choć czasem takie sformułowanie nie jest przenośnią. Jeżeli to słowo wypowiada władca, który panuje nad życiem poddanych, to odpowiedź zdecydowanie brzmi – tak. Jeśli generał na polu bitwy – też. Ale najczęściej mówiąc to, myślimy o słowach, które ranią, krzywdzą, lub powodują czyjś zły stan. Dziś słowa docierają przez Internet bardzo daleko, zataczają ogromne kręgi. Hejt stał się sposobem negatywnego wpływania na tych, których się nie lubi. A może powodować i zabijania. Są przecież przypadki samobójstw w wyniku nadmiernego hejtu.

  • Nawet dzieci padają tego ofiarą. Jak można to ograniczyć?

Niestety, dobrodziejstwa cywilizacyjne to nie tylko plusy, niosą i niebezpieczeństwa. Bez samochodów nie byłoby wypadków itd. Itp. Każde dobrodziejstwo można pokazać też ze złej, niebezpiecznej strony. Nasze nowoczesne komunikowanie się nie służy tylko dobru, często tworzy stany niewłaściwe, jak choćby fejki, wytwarzane przez boty. To zresztą słowa, których niedawno nie znałem i nie znałem też tego zagrożenia, które niosą.  Teraz to zagrożenie traktowane jest na równi z prawdziwym. Osłabła nasza możliwość i umiejętność weryfikacji, nie mamy mechanizmów, które pozwalają nam wszystko sprawdzać. Można postulować powszechną nieufność, ale to też niepraktyczne – nasza komunikacja zakłada dobrą wolę drugiej strony, zakładamy, że ci, co do nas mówią, nie chcą naszej szkody.

  • Jak odróżniać prawdę od fałszu?

Jest to możliwe. Są różne sygnały kłamstwa, zdajemy się też na intuicję, i często nas ona nie zawodzi. Poznajemy po oczach, po głosie, że ktoś ma złe intencje. Teoretycznie więc to odróżnienie jest możliwe. Gorzej, jeśli to tylko tekst w internecie. Tam jest wszystko. Wtedy nasza nieufność może być zabezpieczeniem. Polacy są mniej ufni w słowa niż inne narody. My w historii często nie ufaliśmy władzy, władcom. Dzięki temu z różnych kryzysów wychodziliśmy obronną ręką, byliśmy zieloną wyspą. Ale samo mniejsze zaufanie do mowy – już  jest szkodą. Ja wolałbym móc zaufać.

  • Język jest też ważny w obecnej wojnie Rosji z Ukrainą. Rosja uporczywie nazywa to operacją specjalną. Przekłamuje rzeczywistość?

To jest oczywistym oszustwem. Podobny mechanizm był za komuny. Nie używano np. słowa strajk, były to nieuzasadnione przerwy w pracy. Język może więc zakłamywać rzeczywistość. W każdą stronę. Gdyby wierzyć wszystkim informacjom, które docierają przez media, rosyjska armia nie powinna już istnieć. My dowiadujemy się tylko o sukcesach Ukrainy. Nie wszyscy w ten obraz wierzą. Strona zwycięska może zakłamać rzeczywistość. Ale generalnie wierzymy też w to, co nam jest bliższe. W czasie wojen na Bliskim Wschodzie deklarowanie zwycięstwa było uznawane za faktyczne zwycięstwo. Sadam ogłosił to na początku pierwszej wojny  i większość narodu mu uwierzyła. Gdybyśmy teraz oglądali telewizję w Rosji, podobnie dowiadywalibyśmy się o sukcesach armii rosyjskiej i że wszyscy ją wspierają, do niej się garną. Wojna jest prowadzona na różnych frontach, także na frontach propagandowych.

Czasem trzeba uznać, że prawdziwe jest to, co chcemy uważać za prawdziwe.  To daje nam satysfakcję i lepsze samopoczucie, szczególnie jeśli nie mamy wpływu na rzeczywistość.  I to jest pewnego rodzaju zakład Pascala. Jeżeli uznam, że Pan Bóg jest i naprawdę jest – wygrywam, jeśli uznam, że jest, a go nie ma – nie przegrywam. Ale jeśli uznam, że go nie ma – a jest – wtedy przegrywam sporo. Czasem może więc lepiej uznać, że Pan Bóg jest i będziemy żyli długo i zdrowo, czego wszystkim życzę.

  • Czy zna Pan czeski żart o aneksji Kaliningradu?

Oczywiście i ambiwalentnie go odbieram. Z jednej strony cenię sobie czeskie poczucie humoru i ten rodzaj podejścia do rzeczywistości, z dystansem. Zwróćmy uwagę, że nawet strona ukraińska nie prezentuje tylko tego patosu, że wojna, że się bronimy, tam też jest dużo prostego języka, żartu. Wojna, ale bez patosu, bo patos usprawiedliwia często najgorsze zbrodnie wojenne. Wracając do tematu – Czesi mają absurdalne poczucie humoru, ale dla wielu ten rodzaj żartu może wydawać niestosowny.

  • I jeszcze na koniec – podobno kolekcjonuje Pan wszystkie wydania „Pana Tadeusza”.

Nie tylko, także podręczniki dobrego wychowania, dawne książki do gramatyki, polskie słowniki, Zbieram też wydania „Pana Tadeusza” i mam chyba największą w Polsce ich kolekcję. Brakuje mi tylko wydania hiszpańskiego – proszę o niego, jeśli ktoś ma. „Pan Tadeusz” to jest książka mojego życia.

  • Niedawno wydał Pan swoją kolejną książkę, „Pokochawszy”.

„Pokochawszy”, to książka, którą napisaliśmy wspólnie z moją żoną. Nagadaliśmy raczej niż napisaliśmy – bo to w dużej części zapis rozmów. Zabawny jest też tytuł – imiesłów. O czym jest książka? O tym, co się z nami dzieje, kiedy pokochamy, nie o nas dosłownie, jako małżeństwie, choć jesteśmy dobrym przykładem, ale o ludziach, o tym, jak nazywamy miłość, jak o niej mówimy, jak nazywamy stany zakochania, jak ją wyznajemy. Ja jestem polonistą, żona psychologiem. Mam nadzieję, że takie zderzenie, taka rozmowa może być dla wszystkich interesująca.

Łukasz Zalewski

Dariusz Chrost

Reklama

 

 


Udostępnij: