You are currently viewing Five o’clock – tradycja i etykieta

Five o’clock – tradycja i etykieta

  • Post author:
Udostępnij:

Angielski five o’clock, czyli popołudniowy zwyczaj picia herbaty na Wyspach Brytyjskich to coś, co kojarzy się z Anglikami tak bardzo, że naród ten uchodzi za wielkich herbaciarzy. Ciekawostką jest fakt, że jeśli przeliczymy spożycie herbaty na osobę, to Wielka Brytania wcale nie zajmuje pierwszego miejsca ani na świecie, ani nawet w Europie. Zaś sam five o’clock wraz z oryginalnymi elementami nie jest już tak częsty jak kiedyś. Skąd wziął się w Anglii zwyczaj popołudniowej herbaty? Czemu pije się ją z mlekiem? Czy najpierw wlewa się do filiżanki mleko czy herbatę? Czy wypada podać herbatę w kubku? No i jaki na to wpływ mieli Polacy?

Reklama

Powstanie tradycji five o’clocka wiąże się zwykle z osobą Anny Bedford, która jako pierwsza zaleciła służbie przynoszenie do swoich pokojów herbaty i słodkiej przekąski w okolicy godziny siedemnastej. Mówi się, że księżnej trudno było wytrzymać bez jedzenia tak długi czas, jaki dzielił obiad od kolacji. Nie wypadało jej jednak uchodzić za łasucha, bądź co bądź była szwagierką samego premiera i przez sześć lat damą dworu samej królowej. Wszystko więc musiało odbywać się w wielkiej tajemnicy. Jako, że tajemnice wyższych sfer to coś, co wszystkich fascynowało, wkrótce mała słabostka księżnej nie tylko była na ustach wszystkich, lecz nawet zaczęła być kopiowana. Każdy chciał mieć wstydliwy sekrecik zupełnie jak arystokracja. Okazało się wkrótce, że cała Anglia cierpi głód w okolicach piątej po południu i wszyscy jak jeden mąż po kryjomu opychają się bułeczkami przy herbacie. Nie trzeba było wiele, by i tak już powszechny zwyczaj stał się oficjalnym posiłkiem. Jako taki zaś musiał zostać obwarowany, jak wszystko w Anglii, zasadami etykiety.

Co jednak z tym polskim wpływem? Zdania na ten temat są podzielone, lecz są tacy, którzy uważają, iż do powstania popołudniowej herbatki przyczynił się nasz rodak Ignacy Łukasiewicz swym wynalazkiem lampy naftowej. Tak naprawdę Łukasiewicz eksperymentował z destylowaniem ropy naftowej. Prześmiewcy twierdzą nawet, że na prośbę miejscowych chłopów, którzy wydobywali ropę naftową i nie potrafili przerobić jej na alkohol. Teorię tę łatwo jednak podważyć. W końcu Łukasiewicz otrzymał naftę i odkrył, że można palić ją w odpowiednio dostosowanych lampach. Pierwsza taka zapłonęła na wystawie jego apteki ostatniego dnia lipca 1853 roku. Kolejne już wkrótce rozświetliły świat. W tym właśnie miejscu losy lampy naftowej splatają się ze słynnym podwieczorkiem. Nie brakuje osób, które uważają, że to dzięki taniemu i powszechnemu dostępowi do światła lamp naftowych można było oświetlać domostwa wieczorem, a tym samym jeść kolację później. Może było nieco snobstwa w przyświecaniu sobie wieczorami, ponieważ przywilej ten dotąd powszechny był tylko wśród zamożnej arystokracji. Niższe warstwy społeczne musiały oszczędzać i wraz z nadejściem zmroku najczęściej kończyły swój dzień, ograniczając się ewentualnie do pojedynczych świec. Nie do pomyślenia było jedzenie wspólnie kolacji, spalając przy tym bezsensownie cenne świece. Skoro więc nagle można było sobie na to pozwolić, zaczęto beztrosko opóźniać kolację, powiększając przerwę między nią, a obiadem i tym samym powodując popołudniowy głód u wielu osób, w tym Anny Bedford.

Skoro już wiemy, że five o’clock stał się oficjalnym spotkaniem i zaczęła go dotyczyć także etykieta, pojawić się mogą liczne wątpliwości dotyczące tego, co wypada o tej porze, a co nie.

Wyobraźmy sobie, że sama Królowa zaprasza nas na podwieczorek. Jak się zachowamy? Wątpliwości pojawiają się już zanim zaczniemy pić, na etapie dodawania do herbaty mleka. Czy należy do filiżanki wlać najpierw mleko czy herbatę? Odpowiedź brzmi: herbatę. Mleka dolewa się na koniec. Pomysł, by mleko wlać najpierw, wziął się z niskiej jakości porcelany produkowanej w niegdysiejszej Europie. Zamożnych stać było na kupowanie porcelany chińskiej, ubożsi musieli się zadowolić kiepskim produktem miejscowym, który, bywało, pękał w kontakcie z gorącą herbatą. Aby tego uniknąć, wlewano na dno zimne mleko co miało zaoszczędzić filiżance szoku temperaturowego. W dobrym tonie było używać porcelany oryginalnej i wlewać najpierw gorący napar.

A skąd w ogóle pomysł na dodawanie mleka do herbaty? Trzeba przyznać wszak, że nie jest to powszechna praktyka w innych krajach. Istnieje teoria, że w czasach, gdy Brytyjczycy spotkali się z herbatą w Chinach, panowała tam dynastia mongolska. W wierzeniach Mongołów zaś woda była święta i unikano picia jej, stąd powszechnie przygotowywano herbatę na mleku. Zwyczaj ten dziwił Chińczyków i pogardzali nim, mając już bądź co bądź wypracowaną własną kulturę herbacianą. Zapytani o sposób przyrządzania herbaty Chińczycy mieli odpowiedzieć Brytyjczykom, że cesarz pije ją z mlekiem. W ten sposób uznano, że jest to sposób najlepszy. Wiele regionów na świecie noszących ślady brytyjskiego kolonializmu mają w swej kulturze herbacianej mleko, choć czasem będące jednym z wielu dodatków jak choćby w indyjskiej masala chai.

Inna, bardziej prawdopodobna historia, jest zupełnie regionalna. Mowa tu o tak zwanej builders tea czyli herbacie budowniczych. To oni w czasach epoki industrialnej mieli zacząć dodawać do herbaty cukru i mleka, przygotowując ją w dużych kubkach, by była bardziej kaloryczna i mogła im zastąpić posiłek w czasie dnia pracy. Przerwa nie była zbyt długa, wielki kubek słodkiej i mlecznej herbaty był stosunkowo niedrogi, szybki, kaloryczny i pobudzający. Był przy tym zupełnie nieelegancki. Docieramy tym samym do kolejnej kwestii. Czy wkładać palec w uszko filiżanki gdy ją podnosimy? Odpowiedź brzmi: nie, ponieważ uszko powinno być na tyle filigranowe, by nie udawało się tego zrobić. Większe uszka i wkładanie w nie palców kojarzy się zanadto z kubkiem robotników, albo co gorsza z kuflem, w jakim w pubach pije się piwo. Skoro już o palcach mowa, to nie można nie wspomnieć o wyprostowanym małym palcu. Gest taki widuje się niezwykle często, tymczasem osoby kulturalne trzymają palce przy sobie, a konkretnie na uszku filiżanki. Te, które się na uszku nie mieszczą, elegancko podwija się do wnętrza dłoni. Unoszenie palca to relikt z czasów, gdy czarka do herbaty nie miała jeszcze uszka i zwyczajnie trzymało się ją za obwód i dla równowagi unosiło się palec. Spróbujcie zresztą sami chwycić filiżankę nie za uszko lecz jak czarkę. Poczujecie, że mały palec (a może i serdeczny) sam się unosi. Przy chwycie za uszko gest ten jest nienaturalny i nieco wymuszony.

Wiemy już niemal wszystko, by wybrać się na five o’clocka do Królowej. Pamiętajmy by nie opychać się przesadnie specjalnymi i nieodzownymi bułeczkami i kanapkami. Nie dzwońmy łyżeczką o filiżankę. W ogóle mieszanie powinno się odbywać za pomocą ruchów łyżeczki w przód i w tył, nie zaś w koło. Nie podnośmy spodka, a jedynie filiżankę, chyba, że stoimy. W takiej sytuacji przenosimy herbatę na spodku, a gdy chcemy ją podnieść do ust, unosimy ją drugą ręką, pozostawiając dłoń ze spodkiem tam gdzie była. No i najważniejsze: nie siorbmy. Nie jesteśmy w końcu w Chinach.

Rafał Przybylok

Czajnikowy.pl

Reklama

Udostępnij: