Roksana Ł. skazana w Wielkiej Brytanii na 8 lat więzienia za przemoc wobec dzieci w londyńskich żłobkach, opuściła zakład karny po 14 miesiącach. Wbrew doniesieniom o deportacji kobiety, nie wróciła ona oficjalnie do Polski – wynika z ustaleń „Rzeczpospolitej”.
Sąd Koronny w Kingston w Londynie skazał Roksanę Ł. na osiem lat więzienia za znęcanie się nad dziećmi poniżej 16. roku życia. Według ustaleń prokuratury przemoc miała dotyczyć 21 niemowląt i małych dzieci w dwóch londyńskich żłobkach.
Brytyjskie media informowały, że Polka została deportowana do Polski po 14 miesiącach w ramach Early Removal Scheme. Tymczasem Roksana Ł. oficjalnie nie była deportowana do Polski i nie przekazano Polsce dokumentacji w tej sprawie.
„Rzeczpospolita” przypomina, że prawie rok temu Sąd Koronny w Kingston w Londynie skazał 22-letnią Polkę Roksanę Ł. na osiem lat więzienia za znęcanie się nad dziećmi poniżej 16. roku życia. Jak podają brytyjskie media, kobieta opuściła więzienie po 14 miesiącach, ale wbrew informacjom o deportacji nie wróciła oficjalnie do Polski.
Ł. przyznała się do siedmiu zarzutów, a ława przysięgłych uznała ją winną dodatkowych 14. W materiale przywoływanym przez media podkreślono, że dowody zgromadzone przeciwko niej miały bardzo mocny charakter. „Funkcjonariusze przeanalizowali nagrania z monitoringu z kilku dni czerwca 2024 r. Nagrania pokazały, jak Ł. szczypała i drapała dzieci pod ubraniami – po rękach, nogach i brzuchach. W ciągu dnia niektóre dzieci były szczypane dziesiątki razy. Większość z nich płakała i odsuwała się od Ł. po takich zachowaniach. Inne przypadki przemocy obejmowały kopnięcie dziecka leżącego na podłodze, rzucenie innego na materac w pokoju do spania oraz agresywne zakrywanie ust małemu dziecku, gdy zaczynało płakać” – czytamy w komunikacie Crown Prosecution Service.
Po sześciotygodniowym procesie Polka usłyszała wyrok ośmiu lat pozbawienia wolności, ale zgodnie z informacjami przytaczanymi w tekście miała możliwość wyjścia na wolność po czterech latach. W praktyce opuściła jednak więzienie dużo wcześniej.
Prokurator Gemma Burns z Crown Prosecution Service określiła sprawę jako „wyjątkowe okrucieństwo”, podkreślając, że „odrażające znęcanie się nad bezbronnymi ofiarami trwało przez wiele miesięcy”. Wcześniej miały pojawiać się sygnały od rodziców. Z ustaleń prokuratury wynikało, że część z nich zgłaszała „nietypowe obrażenia i siniaki już w marcu i maju 2024 r.”
Brytyjska prokuratura powoływała się też na ocenę ekspertów medycznych. „Opinie ekspertów wykazały, że miejsca występowania siniaków (takie jak uszy, pachy i przedramiona) były charakterystyczne dla śladów po szczypaniu, a zatem mało prawdopodobne było, aby powstały w wyniku przypadkowych urazów” – wskazywała Crown Prosecution Service.
Jak ustaliła „Rz”, Roksana Ł. nie została oficjalnie przekazana stronie polskiej. Z ustaleń służb podległych MSWiA i Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że pani Roksana Ł. oficjalnie nie była deportowana do Polski, nie przekroczyła polskiej granicy ani w trybie Konwencji o przekazywaniu osób skazanych w celu dalszego wykonywania kary orzeczonej wobec niej przez sąd brytyjski, ani w trybie readmisji, ani w trybie innych oficjalnych procedur obowiązujących między Polską a Wielką Brytanią. Strona brytyjska nie przekazała stronie polskiej niezbędnej dokumentacji w tym zakresie” – wskazano w odpowiedzi przesłanej przez Wydział Obsługi Mediów MSWiA.

