To historia niezwykłej Polki, która pojechała na misję do Afryki, a teraz mieszka w Etiopii i tam odmienia dziecięce losy. Każdy może wesprzeć jej działalność.
Służba w Etiopii
Nazywam się Magdalena Soboka i od ponad 9 lat służę na misji w Etiopii. Od ponad sześciu lat zmieniam tam dziecięce losy. Jestem szczęśliwą żoną Etiopczyka, mamą trzech ślicznych dziewczynek i wielu innych dzieci, które nie mają prawdziwej rodziny. Opowiem Wam o historii mojej misji, o działalności Fundacji Dzieci Etiopii „Barkot” i różnych cudach, które Pan Bóg zdziałał przez nasze ręce. 
Wszystko zaczęło się oczywiście od powołania. Nie marzyłam o misjach od najmłodszych lat jak to bywa w wielu przypadkach. Szczerze mówiąc, taka myśl nie przeszła mi przez głowę aż do drugiego roku studiów. Zaczęło do mnie wtedy docierać, że studia, które wybrałam (kierunek automatyka i robotyka) kompletnie do mnie nie pasują i nie chcę wiązać z nimi swojej przyszłości. Nie mając jednak żadnego pomysłu na siebie i swoją przyszłość, zaczęłam pytać Pana Boga, gdzie jest moje miejsce w życiu. Czy powinnam zmienić studia? Jeśli tak, to na jakie? Co jest moim powołaniem? Z takimi pytaniami w głowie
przychodziłam do Pana Boga przez około pół roku, aż trafiłam na grupę kandydatów na Świeckich Misjonarzy Kombonianów. Pojechałam na spotkanie bardziej dla towarzystwa niż z jakimś konkretnym celem. Nie myślałam, że to spotkanie cokolwiek zmieni w moim życiu i dopiero w jego trakcie dotarło do mnie, gdzie jestem, że ci wszyscy ludzie tam zebrani rozeznają wyjazd na misje i przede wszystkim – że to może właśnie jest to, czego w życiu szukam. Podskórnie już wtedy poczułam, że wyjadę, choć bałam się do tego przyznać nawet przed sobą.
Wszystko przemawiało za wyjazdem 
Od czasu udziału w tamtym spotkaniu zaczęłam się aktywnie angażować w Ruchu Świeckich Misjonarzy Kombonianów. Wszystko dookoła zaczęło do mnie mówić „jedź!”. Wiele fragmentow Pisma Świętego przemawiało do mnie dosłownie jak np. przypowieść o talentach, słowa „Wy dajcie im jeść” i wiele innych tekstów dotyczących powołania, czy służby ubogim. Kontynuowałam moje studia, a w międzyczasie rozeznawałam i się formowałam jako ŚMK. W czasie kolejnych wakacji byłam również na miesięcznym doświadczeniu misyjnym w Kenii, gdzie m.in. miałam okazję chodzić do ośrodka dla
dzieci ulicy w slumsie w Nairobi. Tuż po obronie inżyniera podjęłam decyzję o wyjeździe. Od decyzji do upragnionego wyjazdu minęło jeszcze trochę miesięcy ze względu na konieczne przygotowanie. W kwietniu 2016 roku wylądowałam w Etiopii i zamieszkałam ze wspólnotą ŚMK w Auasie. Z początku nie było dla mnie do końca jasne, czym będę się zajmować, ale jeszcze w trakcie nauki języka amharskiego zaczęłam się angażować w różne działania w Kościele, głównie z młodzieżą, ale nie tylko. Później zaczęłam pracować w szkole należącej do Misjonarek Miłości. Była to taka zerówka dla bardzo biednych dzieci i uczyłam tam angielskiego. Pomagałam też komboniankom w szkole zawodowej i w więzieniu dla
kobiet przy nauczaniu obsługi komputera. Lubiłam łączyć pracę socjalną z pracą ewangelizacyjną, więc dużo się angażowałam w prowadzenie katechez, organizację rekolekcji i różnych wydarzeń w życiu Kościoła. Dzięki temu też poznałam Tesfę, który był jednym z bardzo aktywnych liderów w naszym Kościele. To on mi pomagał w różnych tłumaczeniach, razem organizowaliśmy festiwal z okazji Światowych Dni Młodzieży w Polsce, program z okazji kanonizacji Matki Teresy i wiele innych. Na początku spotykaliśmy się w zasadzie tylko po to, a z czasem też zaczęliśmy chodzić po prostu na etiopską kawę, czy widzieć się przy innych okazjach. Z czasem zauważyłam, że Tesfa nie
zachowuje się tylko po koleżeńsku, ale czuje coś więcej. To mnie trochę przeraziło, bo naprawdę lubiłam z nim spędzać czas, nie chciałam stracić fajnego kolegi, a związek z Etiopczykiem na początku był dla mnie nie do przyjęcia. Gdy ktoś mnie pytał o te sprawy, mówiłam, że wykluczone- wyjdę tylko za Polaka. Trochę skołowana, zdecydowałam, że dam nam szansę i oddałam sprawę Panu Bogu, który poprowadził to po swojemu.
Dzieci ulicy
Po zakończeniu pierwszego roku szkolnego, zauważyłam, że niektórzy z moich uczniów wychodzą i żebrają na ulicy. Generalnie widok dzieci ulicy od samego początku wywoływał u mnie jakieś takie silne emocje. W mojej głowie to byli właśnie ci „najubożsi i najbardziej opuszczeni”, o których mówił sam Daniel Comboni. Czułam, że coś powinnam zrobić, ale jednocześnie nie wiedziałam co. Byłam bezradna. Nigdy nie wierzyłam, by tak popularne w Etiopii dawanie jałmużny na ulicy cokolwiek pozytywnego wnosiło. 
Mój projekt dla dzieci
Czas mijał szybko i również zbliżał się koniec mojego 2-letniego pobytu. Musiałam zdecydować co dalej. Z Tesfą myśleliśmy już wtedy o ślubie. Ja chciałam w jakiś sposób kontynuować misję, ale nie było dla mnie jasne jak… Może on by został ŚMK? A może jest jakaś inna droga… Udział w indywidualnych rekolekcjach w ciszy dopiero wszystko mi rozjaśnił. Pan Bóg chciał, żebym założyła projekt dla dzieci ulicy, a ja się bałam dopuścić do siebie tą myśl. Jednak gdy stało się to już jasne, postanowiłam po raz kolejny powiedzieć Mu „tak”, bo do tej pory nigdy tego nie żałowałam. Tesfa tylko skomentował, że w końcu
mówię sensownie i też chciał mi w tym wszystkim pomóc.
Fundacja i ślub
Zaczęłam szukać jakiejś drogi, poznawać istniejące projekty, np. w Addis Abebie, czy nawet organizacje w Auasie, rozmawiać na ten temat z Kombonianami i biskupem Auasy, który był najbardziej otwarty w tym względzie. Wróciłam do Polski, zaczęłam szukać środków, zakładać fundację, planować ślub. Po wielu miesiącach pobytu w Polsce wszystko udało mi dograć. Miałam na tyle zebranych pieniędzy, by zacząć, zarejestrowałam Fundację Dzieci Etiopii „Barkot”, przetłumaczyłam i zalegalizowałam dokumenty, a pod koniec Tesfa przyleciał do Polski, wzięliśmy ślub i wróciliśmy razem do Etiopii, by realizować nasze plany. Znów biurokracja pochłonęła nam sporo czasu, ale ostatecznie wszystko dobrze się potoczyło, wynajęliśmy budynek i zaczęliśmy zapraszać dzieci bezpośrednio z ulicy, najpierw do udziału w otwartych zajęciach, później do zamieszkania w ośrodku i do zmiany swojego życia. Już ponad 200 dzieci w przeciągu tych sześciu lat skorzystało z szansy na przejście resocjalizacji i edukację. Są to dzieci, które żyły na ulicy, chodziły głodne, w podartych ubraniach, żebrały o pieniądze i coś do zjedzenia. Teraz są dziećmi takimi jak inne, chodzą do szkoły, mają czas na naukę i zabawę.

W ośrodku dzieciaki wychodzą na prostą
Jednym z najstarszych chłopców, którzy mieszkają w ośrodku jest Nahom. Jego mama wyszła za mąż za mężczyznę, który nie potrafił zaakceptować nieswojego syna. Uważał, że jest on bardzo problematyczny. Mieszkali razem przez krótki czas w wielkiej niezgodzie, aż para doczekała się kolejnego dziecka. Rodzina wyprowadziła się do Addis Abeby, a chłopca pozostawiła samego sobie w Auasie. Nahom trafił do naszego ośrodka już pięć lat temu. Początek był trudny, ale teraz Nahom jest pewnym siebie uczniem z dobrymi wynikami.
Całkiem niedawno trafiła do nas Zenit, 5 letnia dziewczynka, która codziennie wychodziła ze swoją mamą na ulicę. Jej rodzice są na tyle nieporadni, że nie są w stanie utrzymać siebie i swoich dzieci w inny sposób niż żebractwo. Z trudem przekonaliśmy ich, by oddali Zenit do ośrodka, gdzie zaczęła normalnie żyć. Już nie musi podchodzić do ludzi wychodzących z lokalnych busików, by prosić ich o pieniądze. Nie musi brać odpowiedzialności za siebie i swoją mamę. Może jeść beztrosko 4 posiłki dziennie i bawić się z innymi dziećmi. Może chodzić do szkoły i rozwijać swój potencjał teraz, gdy jest małym dzieckiem i ma do tego najlepsze możliwości.
Bywa, że sytuacja w domu jest ciężka przede wszystkim ze wzgledów finansowych. Wtedy staramy się pomagać tak, by dzieci mogły mieszkać ze swoimi rodzinami i chodzić do szkoły. Czasem jest to kwestia czasu, by dzieci wróciły do swojego domu i zaczęły żyć na nowo w lepszej rzeczywistości. Chłopiec Atenafu przez blisko dwa lata wychodził na ulicę i żebrał, mimo że miał dopiero 6 lat. Trzymał się z grupą innych chłopców ze swojej dzielnicy. Jego mama też żebrała na ulicy z malutkim dzieckiem. Widzieliśmy, że nie jest w stanie się zaopiekować Atenafu, dlatego przyjęliśmy go do ośrodka. Nauczył się tam systematyczności i dobrych manier. Chodził do przedszkola, a później do pierwszej klasy. W międzyczasie codziennie widziałam jego mamę na ulicy. Postanowiliśmy spróbować jej pomóc w rozwinięciu swojego małego biznesu. Dostała cały zestaw do robienia indżery, tj. rodzaju tradycyjnego chleba. Pomogliśmy jej, by zaczęła ją wyrabiać i sprzedawać. Od tego momentu już nigdy więcej jej na ulicy nie widziałam. Z tego dochodu była w stanie utrzymać siebie i swoją rodzinę, dlatego też Atenafu po dłuższym pobycie w ośrodku wrócił do swojego domu i kontynuuje szkołę w pobliżu.
Zmieniamy ich życie
To tylko przykłady historii dzieci, których los udało się odmienić. Jest ich dużo więcej. To nie jest przesadzone sformułowanie, że zmieniamy ich życie. Oczywiście nie jesteśmy w stanie dotrzec do wszystkich dzieci ulicy w Auasie- wtedy niestety one tak dorastają bez żadnych perspektyw, bez wychowania, bez marzeń i nadziei. Dorastają, uzależniają się, stają się ulicznymi przestępcami, często mają później swoje dzieci, które wychowują podobnie i koło się toczy. Dlatego każde dziecko jest warte, by o nie zawalczyć i by mogło żyć piękniej. Wierzę, że to właśnie Pan Bóg wymyślił ten projekt, bo Jemu zależy na losach dzieci, które znazły się w tak trudnej sytuacji. Stawia je nam na drodze i używa nas jako narzędzi, by Jego plany stały się rzeczywistością.
Moja służba jest zatem bardzo satysfakcjonująca, ale też nie pozbawiona różnych wyzwań- począwszy od problemów z wychowankami, z rodzinami, z pracownikami, ale też tych finansowych. Stale pomagamy już ponad 200 dzieciom, z czego 33 mieszkają w ośrodku. Utrzymanie wszystkiego sporo kosztuje. Jeśli macie możliwość, proszę o wsparcie finansowe na numer konta:
Fundacja Dzieci Etiopii Barkot
79 1090 2011 0000 0001 4956 7733
Można też wesprzeć nasze działania poprzez zrzutkę, gdzie obecnie zbieramy fundusze na pomaganie kolejnym dzieciom, które trafiają do nas z ulicy:
https://zrzutka.pl/z/dzieci-ulicy-w-etiopii
Dziękuję bardzo za każde wsparcie!
Po więcej informacji na temat naszych działań i możliwości wsparcia zapraszam na www.barkot.pl, FB: https://fb.com/dzieci-etiopii (nie zapomnij polubić!) lub do mailowego kontaktu ze mną: fundacjabarkot@gmail.com
Z pozdrowieniami z Auasy,
Magdalena Soboka,
Świecka misjonarka i założycielka Fundacji Dzieci Etiopii „Barkot”

